vimo
vimo
polecane strony: + fotografbielsko.com + JIBBINFO + VIMO + prongclothing + sb53 - skimboards + 44 + destroyer + frytka + szymon slopek + ziutex + adas + rafi + sidzej + mutek + mateos + aram + blazej + menelamk + alik + pinkas + marcelina + przem + MMogien + monia + patryko + sprzedam + herman + vampir + stozek + maxBMX + mareczek + dubiel + wwtek + pablo + ivon + frogblog + cubalibrealkoholiks + mili + tojmek + BartekPogoda

2012
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien

2011
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2010
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2009
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2008
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2007
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2006
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzien

2005
grudzien listopad pazdziernik

z pozdrowieniami z plazy w Barcelonie...Playa del Bogatell...




trojkacik??....prawda ze ladnie razem wygladaja??




Nie nie!! to nie Barcelona....to mala retrospekcja do Bretanii...konkretnie Saint Malo...

chyba juz pisalem ze jeszcze wroce do tego obiektu...jaram sie...i napewno tam wroce znowu...




troche z centru...w sumie troche jak u nas....nawet polskie nazwiska sa...




15.05.2011 - Julia S. po raz pierwszy na blogu...sama i z rodzicami...istny anioleczek;]
zdecjecie wykonane przy udziale pokretla ON/OFF...ale mam juz srubokrety!!





lokalnie kolo chalupy...tej francuskiej rzecz jasna...chalupy babci i dziadka...
lubie to...lubie ten kolor...





Saint Malo...plaza....wyspy...odplywy...jaram sie Bretanią!!






















gdyby ktos sie zastanawial czego tak duzo jest na zdjeciu powyzej...nie wiem skad to sie bierze heh




thank you from the mountain...bonne nuit albo bonjour jak kto woli!!




To co działo sie wczoraj w Berck to nie było pływanie na kite'cie, to było istne szaleństwo...
wiatr rządził moim latawcem jak piórkiem, a ja byłem nim pomiatany to tu to tam...
momentami były to przeloty nad falami, które z pływaniem nie wiele miały wspólnego...
i tutaj thank you from the mountain firmie WAINMAN HAWAII za niezawodny system bezpieczeństwa, ktory tego dnia było mi dane użyć po raz pierwszy odkąd
zacząłem moja przygod z kite'm, i to az dwa razy...

Azatem od początku...

tak jak napisali na windguru w niedziele od rana wial piekny wiatr...
mialo byc rano od 15 do 20 wezlow i wzrastac wraz z uplywem dnia...
po malej kawce w makusiu była plaża...mimo slonecznej pogody nie bylo tego dnia zbyt wielu plazowiczow...
za to roilo sie mnóstwo osob uzywajacyhc wszelakich sprzetow zwiazanych z wiatrem...
byla szkolka kite'owa od, ktorej od poczatku wolalem trzymac sie z Daleka, bo wiadmo jak to ze szkolka...
wszyscy na kupie i malo kto ogarnia co sie dzieje (nie to co w kite szkole hyhy)
ja z moimi umiejętnościami tez średni ogar wiec im dalej tym lepiej...
po rozlozeniu sie zauważyłem, ze obok mnie kotluje sie jakis dziwnie nerwowy typ z jakas mala komorowka...
probowal ja wystartowac ale za Chiny mu nie szlo...zyczliwie uzyczylem mu swojej pomocy, ale na nie wiele sie to zdalo, bo z jego latawcem
najwyrazniej bylo cos nie tak... co sie przy tym wszytkim naprzeklinal, naszarpal to jego...
w kazym razie wszyscy patrzyli na niego jak na wariata nie z tej ziemi...
ale nie otym miala byc mowa...
a zatem rozkladanie kroliczka (moj latawiec ma grafike z krolikiem ku woli scislosci, a wiec krolik to latawiec)...pompowanie..i tu maly zonk z pompka ale na szczescie latwo bylo ogarnac kogos kto pozyczyl...
szybkie podpiecie linek...sprawny start...no i przed wejsciem do wody sprawdzenie kieszeni czy aby nie ma tam jakichś kluczy od fury czy cos...(w koncu czlowiek uczy się na bledach)
latawiec podpiąłem na silny wiatr bo widziałem tylko kilku gosci z 12...a wialo tak, ze jak w zenicie zaciagnalem bar to wyrywalo mnie od razu w gore...
taki maly ruch, a jak cieszyl hyhy...wejscie do wody w ktorej niestety fala gonila kolejna fale…
nie byly to jakies olbrzymy ale pod 80-100 centow czasem podchodziło jak nic...no ale co tam ja nie dam rady...
na poczatek kilka bodydragow dla przypomnienia i bierzemy deskę...
wiatr wial skosnie do brzegu w taki sposob ze najprosciej bylo startowac na lewa noge...najprosciej dla tych co sa regular czyli nie dla mnie...
przy ktorejs tam probie stanalem...szybkie spotkanie z fala i nie mam deski...
duzo marszu z ciagnaca szmata...wszytko po to zeby oddalic sie od szkółki do ktorej niestety ciagle mnie zwiewalo...
czuje ze wiatr sie zwmaga wiec depoweruje kroliczka...nie moge sie podniesc i stwierdzam, ze moze to byl blad z tym depowerem...
daje spowrotem pelna moc na barze...plyne...plyne na prawa noge...ktos mnie wyprzedza...robi zwrot przy samym brzegu...
kolo robi zwrot nie widzac ze jestem za nim...skrzyzowane linki...ja juz bez deski...wiedze ze jego wyrywa z butow i lecie na szczupaka w sznurki...
wszystko w ulamkach sekund...szybka decyzja...wypinam pierwszy system bezpieczenstwa...uff..nic juz nie ciagnie...nikomu nic sie nie stalo...
odplatujemy linki...wymieniamy pare slow, w stylu zdarza sie i ważne, ze wszytko ok...kazdy idzie w swoja strone...
15 minut na ponowne podpięcie baru...oddalam sie od szkolki i znowu jestem w wodzie...znowu mam wrażenie ze trzeba zdepowerowac...ale znowu nie moge wstac...
daje pelna moc i co sie dzieje...wyrywa mnie z deski i lece jak szmata...ja na gorze a fale na dole...nie wiem ile lecialem ale mialem wraznie ze sporo...
wpadam do wody..mysle ufff...teraz tylko ogarnac latawca...i w tym momencie czuje ze znow jestem nad falami...znowu lece iles tam..znowu wpadam do wody...
puszczam bar...latawiec pada w wode ale dalej ciagnie...w tym momencie nie bylem pewny czy ja juz odpialem „czikenlupa” czy tylko mi sie wydaje...
mysle sobie..ok stawiam go raz jeszcze...nie wiem czy stalem czy bylem na brzuchu...wszytko dzialo sie szybko...chwycilem bar...cigane...
i to byl moj najwiekszy blad tego dnia...krolik pelna para, chyc do gory do samego zenitu..wszytko w lini wiatru...nagle czuje ze już nie ślizgam się po wodzie i dziwnie szybko zblizaja sie do mnei ludzie...widze pana ze statywem…widze, że on mnie nie widzi... w ogole chyba nikt mnie nie widzi...szybki impuls, szybki ruch...
wypinka i jednoczesnie slowo ktore samo pocisnelo sie na usta...ATTENTION!!
ułamek sekundy pozniej wszystko jakby zwolnilo...przybajmniej dla mnie...przestalo ciaganc
a latawiec swobodnie opadla na piasek...ale jak byscie widzieli reakcje tych ludzi...pan ze statywem prawie zdążył zakopać sie pod piasek...
i te miny zwyklych przechodniow...w sumie nikt nic nie powiedzial...a ja po kliku wdechach pozbieralem zabawki i ruszylem w swoja strone...
moja uwage przykul jeszcze tylko koles lezacy na plecach na piasku i walczacy ze swoim kite'm...spojrzalem w gore i w zwiazku z tym ze nie bylem pewny czy dobrze widze zapytałem:
„ to 9 czy 6??” on na to – „6 ale mam wrazenie ze to za duzo jka na ten wiatr....”
bez komentarza...
genaralnie wiecej prob nie było i ciesze sie ze jestem caly i ze nikogo nie uszkodzilem...
dzis w pracy po przytoczeniu tej historii jednemu znajomemu, uslyszalem tylko „ciesz sie, bo rano podali w wiadmosciach, ze wczoraj w Calais jeden kite- surfer skonczyl na tamtym swiecie...” – R.I.P.





idzie idzie!! PODBESKIDZIE!!