vimo
vimo
polecane strony: + fotografbielsko.com + JIBBINFO + VIMO + prongclothing + sb53 - skimboards + 44 + destroyer + frytka + szymon slopek + ziutex + adas + rafi + sidzej + mutek + mateos + aram + blazej + menelamk + alik + pinkas + marcelina + przem + MMogien + monia + patryko + sprzedam + herman + vampir + stozek + maxBMX + mareczek + dubiel + wwtek + pablo + ivon + frogblog + cubalibrealkoholiks + mili + tojmek + BartekPogoda

2012
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien

2011
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2010
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2009
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2008
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2007
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpien wrzesien pazdziernik listopad grudzien

2006
styczen luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzien

2005
grudzien listopad pazdziernik

poprzedni weekend tzw halloweenowy...plan byl taki - wsiasc w Cadillaca i w koncu zobaczyc Lille,
miasto ktore leze jakies 200 km od mojej podparyskiej wioski...
wyjechalismy...kilkadziesiat km pozniej zorientowalem sie ze nie mam ze soba zadnego dokumentu, procz dowodu rejestracyjnego od auta,
ktory lezy w nim caly czas...na szczescie drogana szczescie podroz minela bez przeszkod...zaliczylismy po drodze Arras ale termika spowodowala ze nawet nie wyjalem aparatu z plecaka...
pozniej wieczorem pozniej Lille i szukanie hotelu...udalo sie i to o dziwo bez przeszkod.O dziwo bo nie dysponuje GPSem wiec jezdzimy na czuja wedlug jakiejs
starej mapy eurpy i czasem naprawde bywa roznie...
wieczorem uderzylismy na miasto...mimo tego iz byla sobota nie wygladalo zeby wiele sie dzialo, a przeciez wszyscy tak
chwalili Lille ze jest rozrywkowe i w ogole...no coz...walnelismy z Karolem litrowego borwara na laweczce i olalismy system wracajac do cieplego hotelu
z zamiarem powrotu nastepnego dnia na prawdziwy podboj miasta...
tymczasem w niedziele mielismy wrazenie ze juz zupelnie wszyscy sie zaszyli w domach...
byc moze powodem tego byla pora sjesty...ale jakos poddalismy sie i stwierdzielismy ze jedziemy gdzies dalej...
tylko gdzie tu jechac..."jeszcze dalej na polnoc"??
odwiedzilismy MCdonalds...zamowilismy zarcie i okazalo sie ze do Brukseli jest juz rzut beretem....a zatem Bruksela - czemu nie!!
do tego nasi znajomi ktorzy tam mieszkaja wrocili z podrozy poslubnej i pisza ze mozna wpadac...dostalismy adres...ogarnelismy dojazd na necie...
wpisalismy mape w laptoka i w droge....
bylo lekko ponad 100 km...autostarda...cadillac ogarnal w godzine....no i pozniej sie zaczelo....
okazalo sie, ze Bruksela to jednak sporo wieksze miasto niz Lille i lekko pobladzilismy...
pamietam, ze mialem wrazenie iz jedziemy w naprawde dobrym kierunku...tymczasem uliczki sie zwezaly i zwezaly...
w pewnym momencie na ulicy pojawilo sie mnostwo ludzi...patrze katem oka a Karol chowa laptopa do pokrowca i wciska przyciski w drzwiach cadillaca...
pytam jej co jest grane...a ona jak to nie widzisz gdzie jestesmy....
okazalo sie ze wjechalismy do tzw "red zony"....same chlopy na ulicy...chyba same araby...no i te budynki z wielkimi oknami...
a w oknach...porozbierane kobiety....grube...chude...brzydsze ....ladniejsze....szok...burdel na burdelu...
po klikuminutowym stresie udalo nam sie opuscic czerowna dzielnice ktora sasiadowala z dzielnica pieknych biurowcow...ciekawe dlaczego tak to rozwiazano hehe
w kazdym razie pozniej po prawie godzinnym krazeniu i dopytywaniu mijscowych o droge, dotarlismy do celu....
znajomi mimo wszytko byli w szoku ze ogarnelismy adres bez GPS...
co dzialo sie pozniej...hmmm...zdjec nie bede pokazywal bo troche nie wypada...w kazdym razie - mistrz impreza z holenderskim flamastrami w tle...
na drugi dzien zwiedzanie Brukseli, ktora w porownaniu z Lille okazala sie mega zatloczonym, turystycznym miastem - chyba brakowalo mi tych ludzi na ulicach...
ciekawy byl natomisat powrot do domu...z Brukeslli do francji autostrada...pozniej jeszcze troche autostrada i w koncu zjazd na boczne drogi,
ktore tutaj naprawde sa niezle wiec po co palcic jak nie trzeba...ale kontynuujac...
w pewnym momencie ku mojemu zdziwinieu ujrzalem samochod..polciezarowke z poslkim napisami...i to w sumie nie bylo by nic dziwnego gdyby po chwili sie nie
okazalo ze ziomek ma bieslskie balchy...alez mi sie geba cieszyla na ten widok...no bo jak tu sie nie cieszyc spotykajac gdzies na drodze w polnocnej francji
ziomka z rodzinnego miasta...on chyba tez sie zdziwil jak go wyprzedzilem i pomrugalem awaryjnymi...jechalismy tak razem jakies 80km
i nagle patrze a on stoji przed rondem....mysle czemu nie jedzie...tymczasem okazalo sie ze wlasnie zaliczamy kontorle policyjno-celna,
pomyslalem no to pieknie...bedzie mandacik za brak prawka i w ogole za brak dokumentow...paszportu czu chocby dowodu osobistego...
tymczasem pan zapukal w szybke...owtwierajac juz myslalem jak sie tlumaczyc z barku dokumentow...tymczasem pan w cale o nie nie pytal...
interesowalo go brdziej czy mamy jakis nielegalny alkoholo...papierosy..skad jedziemy..dokad zmierzamy i jaki zawod wykonujemy...dziwne...
o dokumenty nawet nie zapytal...i to nawet o te od samochodu...zapytalismy na koniec co to za kontorla w ogole...na co on, ze ot tak kontrola heh...
kolo z bielska po kolejnych 20 km odbil w inna str i pomrugal swiatlami na dowidzenia - ciakwe czy go kiedys poznam w bb heh...
to chyba tyle ....wrzucam foty z tego pamietnego weekendu i lece na pustynie...pzdr...



Lille

1 opera




2




3 kolorystycznie nie ogarniete to co wyzej...




4 sniadanie




5 malowanie




6 citron - ciagle jest marzeniem nie jednego czlowieka




7 vans avansy




8 karoli buty




9 zul




10 fontanna B W




12 pilkarzyki




13 fontanna




14 to Karlo nie tilt shift




15 hmmm..wieza..




16 pozdrawiam Tojmka A




17 cos tam rzezbia...




18 wieza budynek...




19 budynki




20 czy filmuje z nami Fabrer??





Bruksela


21 widokowki...




22 sciana...




23 budynek przy rynku glownym w krakowie




25 symetria??




26 bar pod blekitna ostryga




27 pocztowki w kwadracie...




28 sadzonki....




29 widok z lotu ptaka...




31 moze gofra....?




32 budynki rozne




to byl chyba najpiekniejszy, najinniejszy, najkolorowszy i najbardziej intensywny dlugi weekend jaki spedzilem w zyciu...
i to wcale nie dlatego ze lezalem pod tymi palmami...bo nie lezalem hyhy
postaram sie wkrotce ogarnac jakas konkretniejsza fotorelacje...jak tylko czas bedzie laskawy i da mi chwile...





tak tak...miały być palmy i ciąg dalszy długiego weekendu...
niestety wiele okoliczności złożyło sie na to, ze zdjęcia te trzeba było jeszcze odłożyć...
miedzy innymi wizyta Tasmanow połączona ze świętem Beaujolais nouveau....oj dzialo sie...
myślałem, ze końcem tego tyg. dojdę do siebie i ogarnę pare fot...
w czwartek wieczorem odwiedziłem w pokoju mojego pacjenta, który towarzyszył mi tu prawie od początku kiedy zacząłem pracować...
chłopak ma 19 lat i trafił pod moja opiekę początkiem lata tego roku...ten typ pacjenta nazywam sobie - "motocyklista"
nie będę sie wdrażał w szczegóły co mu było bo mysle ze samo to ze spędził ze mną prawie 8 miesięcy wystarczy żebyście uzmysłowili sobie ze ni było to nic lekkiego
ogólnie juz dawno obiecałem mu, ze pokaże kilka fragmentów filmów snowboardowych jakie powstały w górach obok mojego rodzinnego miasta BB...
no i w ten czwartek, dzień przed jego wyjściem, byla ku temu okazja...mimo późnej pory i tego ze naszedłem go w pokoju dość pozna wieczorowa pora,
zademonstrowane fragmenty filmów bardzo mu sie spodobały. Ogolnie wyzalilem mu sie ze tego wlasnie mi tu najbardziej brakuje...
zimy, deski, gor i kolegow z ktorymi w weekend mozna zapomniec o szarej codzienności...
piatek dzien pozniej...niby zwyczjany dzien w pracy, podzczas ktorego juz pachnie zblizajacym sie weekendem,
z tym ze to byl ten dzien kiedy mlody wychodzil i jakos tak dziwnie sie czulem...
bo jak by nie bylo wiele ze soba przezylismy...wiele sie od siebie nauczylismy itd itd...
ogolnie caly dzien swiecilo slonce z tym ze bylo bardzi zimno...
prace skonczylem jak zwykle o 17...wracajac do domu (do ktorego mam 2 miuty) wstapilem do naszej loklnej kawiarenki
przez rozswietlone okna widziałem, ze wieszaja juz swiateczne ozdoby i pomyslelalem ze wstapie zagadc...
w powietrzu dalo sie czuc atmosfere zblizajacych sie powoli swiat...
pare chwil pozniej wchodzac do budynku w ktorym mieszkam zapytalem kolezanki czy nie widziala prognozy pogody bo ktos mi mowil, ze ma sypnac sniegiem...
z tego co pamietam to powiedziala, ze raczej nie bedzie sniegu mimo tego ze jest zimno...
15 minut pozniej, uslyszalem cos w rodzaju grzmotow...wyjrzalem przez okno a tam...istna zamiec sniezna!!!!!!!
porwalem aparat i pobieglem pstryknac to, co tutaj naprawe jest rzadkością...
mistrz...az mi sie lezka w oku zakrecila bo po 5 minutach bylo bialo jak w Polsce zima...
cykajac slyszalem frabcuskich rodzicow przepraszajacych swoje dzieci, ze jednka nigdzie nie pojada bo w taka zamiec sniezna nie da sie jezdzic...
slyszalem kolezanki z pracy, ktore dzwonily do znaojomych oznajmiajac im, ze nici z wieczoru bo mamy burze sniezna i boja sie jechac autem..
4 letnia corka sasiada bala sie wyjsc z domu...tak byl zdziwiona tym co dzieje sie na zewnatrz po pieknym slonecznym dniu...
generalnie oni wszyscy zdolowani, a mi w glowie blysnela zlota mysl...przeciez mam tu juz ze soba mojego Bataleona!!!
skrecenie deski zajelo mi kilka chwil...kiedy wyszedlem na zewnatrz ju znie padalo ale wszedzie bylo bialo...
chyba przy drugim zeslizgu z okolicznego pagorka spotkalem dyrektora naszej palcowki, ktory wracal do domu...
na poczatku go nie poznalem...zorientowalem się, ze to on dopiero kiedy pierwszy odezwal sie do mnie, ze nie widzial zeby dzis padal snieg...
odpowiedzialem mu tylko ze ma racje bo caly dzien swiecilo slonce...po czym odwrocilem sie na piecie i zaczalem spokojnie podchodzic z usmiechem na ustach:]
mysle ze od czasu kiedy grzeje tu swoje cieple stanowisko, nie spotakala go taka niesamowita niespodzianka,
bo to raczej rzadka codzinnosc zeby w polnocnej fracji spotkac snowboardziste w pelnym rynsztunu...
to byl naprawde zaskakujaco piekny i magiczny wieczor...
pozdrawiam z Mont du Belloy...dziara